Nic dziwnego, że coraz więcej dorosłych ludzi szuka pomocy w gabinecie terapeutów. Moja babcia mówi, że kiedyś szło się do koleżanki z kompotem albo nalewką z jabłek, obgadywało wszystkie sprawy i to wystarczyło, by złapać dystans, nie czuć się samotnym itp. Teraz ludzie zadają sobie dziesiątki pytań: czy rady tej koleżanki są kompetentne i budujące, czy może toksyczne, czy nie zdradzi naszych zmartwień pisząc o tym na facebookowym czacie do kogoś innego, nie wyloguje się, mąż przeczyta, rozgada i pół miasta będzie wiedziało o naszych sprawach. Może jedna z pań poczuje się wykorzystywana, sięgnie po poradnik "jak być asertywną?" i stwierdzi, że wysłuchiwanie zwierzeń koleżanki narusza jej granice i hamuje rozwój osobisty. Świat współczesny jest dwubiegunowy - z jednej strony poziom zaufania społecznego jest alarmująco wręcz wysoki - dzielimy się swoim życiem, zdjęciami z setkami osób, z drugiej często nie wierzymy, że ktoś może po prostu bezintersownie wysłuchać albo pobyć, nie ufamy najbliższym ani nie ufamy otoczeniu. Do psychologów chodzimy sami, i chodzimy z naszymi dziećmi. Internet podaje ogólne objawy chorób, które można dopasować niemal do każdego. Kiepski psycholog zwęszy kasę i będzie pracował nad osobowością tak długo, aż uzyska pożądany, podręcznikowy efekt. Moją znajomą zaniepokoiło, że jej syn odwraca głowę gdy ciocie czy babcie za bardzo się do niego zbliżają i robią te wszystkie "o boziu jaki z ciebie tyci tyci słodki pączuszek". Diagnoza - spektrum autystyczne.
A może on po prostu tak ma, może nie przepada za starszymi ludźmi, może w ten sposób przebiega jego rozwój i dostrzeganie granic własnego ciała? Z drugiej strony to dobrze, że dbamy o jakość naszego życia, a książki, terapie i poradniki pomagają dostrzec to, czego nie widzielibyśmy wcześniej
Myślę, że dobry psycholog dziecięcy potrafi pomóc, ale też potrafi powiedzieć, że nie ma takiej potrzeby i zrezygnować z prowadzenia terapii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz